Coś się kończy...
Rzuciła. I uciekła. Daleko. Dalej. Już mnie nie widać. O, starczy!
2005-05-08 23:13:27 skomentuj (25)
...
Nie rezygnuj, nie odchodź, nie poddawaj się... Tak bardzo proszę.
2005-03-16 20:58:08 skomentuj (5)
Znak
Piszę to po to, żeby dać znak życia XP. Jak się pozbieram - wrócę. Chyba...
2005-03-08 20:18:39 skomentuj (4)
***
Zawody, rozczarowania, źle ulokowane nadzieje. Wisi to nade mną jak burzowa chmura. Zbyt wielu rzeczy nie umiem zaakceptować. Nawet wmawiając sobie, że nie obchodzi mnie to, nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Chciałabym znaleźć w swoim życiu coś, co jest stałe, pewne. Coś, co nie zmienia codziennie oblicza, nie zwodzi mnie i nie jest tylko kłamliwą iluzją. Co prawda radzę sobie z tym życiem z dnia na dzień, ale tęsknię za czymś, co wniosłoby do tego chaosu chociaż przebłysk ładu.
W sferze emocjonalnej - pustka. Czuję przygnębienie, ale nie na tyle silne, żeby paraliżowało. Tylko tak nieprzyjemnie przewierca czaszkę.
Życie daje mi zbyt mało okazji. Właściwie wcale. Już dawno przestałam budzić się z nadzieją, że dziś zdarzy się _coś_. Nic nie określa celu mojego życia. Znajomi, muzyka, nauka, praca... Jedne sprawy bardziej, inne mniej przyjemne. Gdybym dostała szansę, czy umiałabym porzucić to wszystko...? Zapewne tak. Życie nauczyło mnie podejmowania decyzji i wykorzystywania okazji. Daj znak, a pójdę za tobą... Chciałabym za coś umrzeć. Nie ważne, czy jako męczennik, czy jako jedna z milionów. Umrzeć za coś, w co wierzę i co jest dla mnie ważne. I dedicate my body to my order and my life to my King. Coś w tym stylu...
2004-11-30 22:43:13 skomentuj (19)
Wstrzymując oddech...
Czasami mam się ochotę kopnąć. Czasami chciałabym, żeby ktoś poderżnął mi gardło w jakimś zaułku. Czemu nie jestem bardziej odporna na stres? Czemu nie mogę być bardziej zrównoważona? Czemu zawsze robię, zanim pomyślę? Czego się nie dotknę, to spieprzę. Czemu wszystko co czynię, jest rozumiane opacznie... Zaczynam rozumieć, co strasznego jest w "ciekawym życiu" ==.
Please don't let me be misunderstood, I'm just a soul whose intentions are good...
-- Dopisane 28.11.2004r o 15.50 --
Nienawidzę nerwówek... Nocka nieprzespana, żołądek szarpie się nie wszystkie strony. Dobrze, że wszystko mam już czarno na białym i zdenerwowanie odeszło. Gwałtowna zmiana nastroju o 180 stopni. Zrównoważeniem emocjonalnym to ja nie grzeszę =='. Wczoraj miałam ochotę pójść podłożyć się pod pociąg, dziś wszystko wycichło. Kocham spokój _^_.
2004-11-27 22:19:51 skomentuj (7)
Brak pomysłu na temat :roll:
W czwartek i piątek nie raczyłam zjawić się w szkole. Upiekły mi się aż dwa sprawdziany, wow. Dziś też nie ma mnie w szkole, bo jest sobota :roll:. W przyszłym tygodniu mam próbne testy pogimnazjalne czy jak to się tam nazywa -_-. Nic mi się nie chce
. Chyba zajmę się zawodowo gapieniem się w ścianę. Powinnam troszkę potłumaczyć, ale, kurna, nie chce mi się ==. Geez, co za dzień. Niech mnie ktoś kopnie w zad i zmobilizuje . Och, btw - specjalnie dla dear Kasicy [kanapki] i [soczek z wódką] ;P. Pozdrowienia dla kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu :P.
2004-11-20 13:33:51 skomentuj (4)
Opowieści kretyńskiej treści...
Od razu ostrzegam - ta notka nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek logiką XD.
Dzień wczorajszy -
Atak przyczłapów. Pewien "ludź" zaczepiał mnie na przerwie, podając się z brata (!) mojego kuzyna Marka XD [czy on myślał, że nie znam swojej rodziny O_o]. Próbował wyciągnąć ode mnie numer stacjonarki pod pretekstem umówienia się... XD Gdybym nie zabiła go śmiechem, pewnie poczułby co to znaczy mieć buta w tyłku. Ehh, te przychlasty :].
Dzień dzisiejszy -
Pierwszą (o 7.30, zieeew) miałam fizykę. Jak to zwykle bywa na tej lekcji, zupełnie nic nie umiałam. Babka najwyraźniej miała zamiar pytać według zasady dzień miesiąca = numer dziennika =='. Dziś 17, ja jak na nieszczęście siedemnastka... I zdażył się cud XD. Nauczycielce coś się pokićkało i pomyślała, że dziś 16 :D. Upiekło mi się. Na technice mieliśmy bzdurne robienie sałatek i kanapek (geez...). Musiałyśmy lecieć z Natalią na przerwię po chleb, ketchup i kiwi do sałatki XDDD. To musiało ciekawie wyglądać - wybiegają takie dwie bez kurtek i po paru minutach wracają z siatką z zakupami. "Tak, tak - po chleb poszłyśmy". Niestety jak kanapki się zrobi, to potem trzeba 'gdzieś' je podziać. Tu nieocenioną pomocą służył Filip. Niczym śmieciarko-niszczarka zjadał wszystko, co mu się dało, a nawet to, czego nikt mu nie dawał XD. Na 'wesołe' zakończenie dnia - dostałam okresu, ale zapomniałam "zamontować" podpaskę =='. Kurwa...
2004-11-17 19:17:43 skomentuj (7)